Nasze fotki

sobota, 28 stycznia 2012

Kuala Lumpur - Wielki National Mosque of Malaysia, Ptaszarnia, Motylarnia.



Następnego dnia zwiedzanie rozpoczęliśmy od Placu Merdecka. Po tym jak przepędziła nas burza przeszliśmy się spacerem do wielkiego meczetu, w którym Kasia grzecznie założyła burkę. Odbyliśmy też rozmowę z młodym chłopakiem na temat islamu, europy i tym, że Poland to nie Holland.






niedziela, 22 stycznia 2012

Kuala Lumpur czyli Petronas Towers i nie tylko.


Następnego dnia zdecydowaliśmy się załatwić w pierwszej kolejności wszystkie ważne sprawy czyli przede wszystkim odebrać bilety na pociąg na dworcu centralnym i zabrać się za dalsze zwiedzanie. Pogoda cały czas nam dopisywała, było dosyć podle gorąco, ale wszędzie mogliśmy dojechać klimatyzowanym metrem lub autobusami.

Żegnamy Wietnam witamy Malezję


Nadszedł czas wyjazdu, poprzedniego dnia poprosiliśmy o zamówienie taksówki, ale obsługa zaproponowała, że zawiezie nas zaprzyjaźniony kierowca. Zgodziliśmy się na ten układ, spakowaliśmy się, zrobiliśmy ostatnie zakupy i z samego rana zapakowaliśmy się do naszej limuzyny, która była o niebo lepsza niż taksówka. Po drodze czekał nas kilkuminutowy postój ponieważ w Hanoi odbywał się zjazd ASEAN i zjeżdżali się przywódcy najważniejszych azjatyckich krajów zrzeszonych w tej organizacji. Całe miasto było obklejone billboardami z ASEAN, a my nie wiedzieliśmy o co chodzi :) 

wtorek, 17 stycznia 2012

Odwiedziny u wujka Ho!


Odwiedziny u Wujka Ho


Rano wybraliśmy się do Ho Chi Minh Mausoleum Complex - jak się okazało mauzoleum jest tylko do 10.30, a my postanowiliśmy dostać się na miejsce miejską komunikacją i było to dobrze zainwestowane 3000d/osobę. Jak się okazało autobus jechał trochę na około, więc jechaliśmy prawie godzinę odcinek, który na piechotę z powrotem „na skróty” pokonaliśmy w ok 15 min, ale to szczegół – w końcu podróże kształcą - podobno.


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Perfume Pagoda


Kolejny dzień porannego wstawania – nie tracimy, jednak nadziei. Za kilka dni Malezja, a potem 24 godziny w pociągu, w końcu będziemy mogli się wyspać i odpocząć – Hurra





sobota, 10 września 2011

Ha Long Bay - Kolejny cud świata na naszej drodze.



Ha Long Bay to jedna z głównych atrakcji turystycznych Wietnamu, której po prostu nie wypada pominąć tym bardziej, że zatoka znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Wykupiliśmy więc wycieczkę w biurze turystycznym i z samego rana ruszyliśmy w drogę nad zatokę gdzie jak głosi legenda wylądowały i spoczęły smoki zesłane przez bogów aby pomóc Wietnamczykom obronić kraj przez Chińską flotą. Zapakowani do busika ruszyliśmy w drogę, która minęła nam dosyć szybko, na miejscu spotkaliśmy się z niespotkanym w naszym kraju widokiem, otóż wybrzeże wyglądało jak plac budowy z dużym wyjątkiem tu najpierw buduje się ulice i infrastrukturę a u nas najpierw buduje się osiedla, a  potem myśli jak biedni ludzie mają dojechać do pracy. (to była mała dygresja) Po dojechaniu na miejsce zastał nas obraz kilkudziesięciu łodzi różnych rozmiarów i wielki chaos przy rozdzielaniu biletów dla turystów którzy kupili różne wersje wycieczki (dostępne są opcje ze zwiedzaniem jaskiń, krótsze, dłuższe, a także z kilkudniowym noclegiem, warto więc wcześniej podjąć decyzję) Nasz pech polegał na tym że niestety nie dopisała nam pogoda więc pierwsze nasze wrażenia były mało entuzjastyczne.  W końcu przydzielono nas na statek, rozsiedliśmy się wygodnie i podziwialiśmy naszych nowych współpasażerów zebranych z innych grup. 

środa, 7 września 2011

Spacerkiem po Hanoi


Hanoi powitało nas niezbyt przyjazną pogodą i zamieszaniem ze znalezieniem dachu nad głową mogło więc być tylko lepiej. Jako że pierwszy dzień zawsze jest najważniejszy postanowiliśmy załatwić strategiczne cele czyli zakup biletów na przedstawienie wodnego teatru kukiełkowego i bilety na wycieczkę do Ha Long Bay oraz Perfume Pagoda. Znalezienie teatru nie zajęło nam wiele czasu, po wyjściu z hostelu minęliśmy kilka uliczek i znaleźliśmy się nad jeziorem, idąc wzdłuż jego brzegów w końcu trafiliśmy do kas. Po krótkiej wymianie zdań (jeśli można to tak nazwać ha ha ha) ustaliliśmy z Panią kasjerką że jedyne przedstawienie jakiego termin nam odpowiada właśnie się rozpoczyna. Kupiliśmy bilety i popędziliśmy do jednego z pierwszych rzędów, Kasia mimo napisów no photo wszystko uwieczniła czego efekty widać poniżej. 


Wodnego Teatru będąc w Hanoi po prostu nie można przegapić, mimo, że niektórym może to pachnieć wietnamską cepelią (tacy ignoranci raczej nie jadą do Azji)  ma to swój niepowtarzalny urok. Po kilkudziesięciominutowym przedstawieniu ruszyliśmy na dalsze rozpoznanie okolicy.
Z racji tego że byliśmy trochę zmęczeniu podróżą zaczęliśmy zachowywać się jak cepry w Zakopanem na krupówkach robiąc spore zakupy. Na włóczęgostwie minął nam cały dzień, nie zabrakło oczywiście dobrego jedzenia na kolejny dzień mieliśmy już zaplanowaną wycieczkę na Ha Long Bay
Po co dmuchać żeby się paliło jak można podłączyć wiatraczek. Elektryczne grille mogą się schować :)